Aktualności

Aktualności

Co z tą suszą?

Polska nie jest krajem zasobnym w wodę. Jest jej coraz mniej, a jej stan ekologiczny jest coraz gorszy. To co wyżej to slogany. Hasła. Oczywiste oczywistości.
Co z tą suszą?

Powtarzane ostatnio na wszystkich frontach, pytanie, czy zamiast wytykać błędy i rzucać zagrożeniami uda się przywrócić gospodarkę wodną na mądre tory. Inaczej niedługo może być za późno. Postępujące zmiany klimatyczne oraz coraz większa intensyfikacja korzystania z wody wraz z uszczelnianiem zlewni poprzez zabudowę mieszkaniową i infrastrukturalną, powodują, że wody jest coraz mniej i jest w coraz gorszej jakości.
Drożejące produkty spożywcze, zmniejszenie turystycznych walorów obszarów nadrzecznych i pojeziernych, upadające firmy z branży rolniczej, spożywczej i innych zależnych silnie od wody, coraz częstsze katastrofy ekologiczne i gospodarcze (susze, powodzie, etc.), a także zmniejszające się populacje ryb i zależnych od nich innych gatunków zwierząt – to są skutki już odczuwalne, a przecież katastrofa dopiero się zapowiada.

Przyczyn występujących zagrożeń jest ogromnie dużo. Nie wszystkie oczywiście zależne są bezpośrednio od nas. Na większość jednak można coś zaradzić! Nie ma sensu skupiać się na straszeniu, trzeba zacząć działać. W skali kraju, powiatu, gminy, sołectwa, osiedla, ogródka, zmywaka.

Dopływ do rzek i jezior wód opadowych i roztopowych to oprócz naturalnych źródeł potencjalnie największy zasób wodny. Gdyby każde osiedle, każdy dom, każde centrum handlowe, odprowadzało wody opadowe do tzw. ogrodów retencyjnych lub niewielkich zbiorników, zanim woda ta odpłynie do rowów i dalej do rzek, zasilenie mniejszych cieków w wodę podczas suszy a także, przede wszystkim korzystną „antysuszową” zmianę mikroklimatu mielibyśmy jak na talerzu. Odczulibyśmy to wszyscy. To wymierna i namacalna korzyść. Zasadnym wydaje się zmotywowanie deweloperów, pojedynczych mieszkańców, ale również włodarzy miast i gmin, aby takie ruchy w skali masowej/strategicznej podejmować. Ogrody retencyjne z odpowiednio dobraną roślinnością potrafią zatrzymać nawet do 90% wody. Pomijając oczywistą korzyść ekologiczną/hydrologiczną, to również korzyść finansowa! Przecież za daną objętość odprowadzonej wody ponosimy dziś opłaty, co ma bezpośredni wpływ na koszty wody w gospodarstwach domowych oraz na ceny produktów, czy też na budżet lokalnych samorządów. Woda wróci do rzek w naturalnej postaci, w sposób bardziej zrównoważony, a nasze warunki bytowe będą po prostu lepsze.

Inne efektywne i zalecane rozwiązanie do różnego rodzaju zbiorniki retencyjne. Nie mam tu jednak na myśli dużych zbiorników, tylko lokalnych, bardzo małych oczek i zbiorniczków a nawet podziemnych niewielkich zbiorników projektowanych na pojedyncze domy/zbiorowiska zabudowań. Taką wodę można wykorzystać do wielu czynności – od podlewania ogródka po pranie(!), oszczędzając tym samym tą dostarczaną z kranu, której jak wiemy zaczyna brakować.

Kolejnym bardzo ważnym elementem retencjonowania wody i ograniczania skutków suszy jest odpowiednia dbałość o nasze rzeki – te średnie i małe. Krótko mówiąc – wszystko jest dla ludzi i nie chodzi o to, żeby od tych rzek uciekać. Nie mniej im mniej w te rzeki ingerujemy, tym większe szanse na to, ze następne pokolenia będą mogły z tych wód również korzystać. 

Budowa tarlisk i bystrzy kamiennych powoduje urozmaicenie charakteru przepływu wód. Lokalne podpiętrzenia i wypłaszczenia (niewielkie, niemające żadnego wpływu na bezpieczeństwo powodziowe) powodują, ze woda jest dotleniana i ochładzana. Tlen wspaniale rozkłada biogeny spływające z pól, a to z kolei prowadzi do mniejszego zarastania koryt. W dalszej konsekwencji prowadzi to do zmniejszenia temperatury wody. Ponadto lokalne podpiętrzenia powodują, że woda wolniej odpływa w dół, a więc w okresach kiedy brak jest opadów chronimy rzeki przed osuszeniem. Nie ingerujemy jednocześnie w jej drożność, nie wprowadzamy żadnych niechcianych w naturalnym środowisku materiałów. Dodatkowo takie zabiegi powodują nieoceniony przyrost w zakresie zasobu w ryby i inne organizmy wodne. To z kolei ma oczywisty wpływ na rozwój innych elementów ekosystemu (jak wiadomo ryby są niezmiernie znaczącym elementem łańcucha pokarmowego). Dotleniona woda jest też wspaniałą naturalną oczyszczalnią ścieków na wsiach. Budowa tarlisk/bystrzy to stosunkowo niewielkie koszty, a w świetle tzw. kosztów ekosystemów (ecosystem services) korzyści wprost ogromne.

Drugie z zagadnień to utrzymanie wód. Rzetelne przygotowanie, a później przestrzeganie zaleceń utrzymaniowych, opisanych co do szczegółu, może dać wiele oszczędności, przy jednoczesnych ogromnych korzyściach dla ekosystemów. Pozostawianie naturalnych odcinków rzek, bez koszenia i pogłębiania, pozostawianie deflektorów (zwalonych drzew) w korytach, umożliwianie występowania wód z koryta tam gdzie to możliwe, pozostawianie rzekom buforu na zmianę trasy na łukach – to wszystko, oczywiście odpowiednio indywidualnie przemyślane, powoduje, że środki jakie będą potrzebne na prace utrzymaniowe będą niższe, natomiast ilość i stan ekologiczny wód zdecydowanie wzrosną. 

Oczywiście wymaga to indywidualnego podejścia, czasem utrzymanie urządzeń i cieków jest potrzebne – z wody powierzchniowej korzystać mogą wszyscy, od zwierząt, przez ludzi jako jednostki, po biznes (w tym rolnictwo, czy energetyka). Należy dbać o interesy wszystkich, stąd nie ma tu miejsca na „sztampowe” podejście (utrzymujemy wszystko lub nie utrzymujemy niczego). 

Takie wsparcie pracy koryt rzecznych może sprawić, że zaprzestaniemy zatruwania morza i dużych rzek. Wspomoże to rolników w swobodnym odprowadzaniu wody z pól lub pobieraniu jej w lepszej jakości. Zapobiegniemy też zjawiskom masowego śnięcia ryb (nawet masowe dopływy ścieków do jezior czy rzek będą mniej odczuwalne, jeśli wody będzie wystarczająco dużo).

Kolejnym ogromnym i niewykorzystanym potencjałem w świetle zarówno oszczędzania wody jak i ochrony przeciwpowodziowej są nasze polskie łąki i pola. Mamy ich przecież tak dużo. Nawet uprawiane intensywnie pola nie muszą cierpieć z powodu tymczasowego nawadniania czy nawet zalewania. Tymczasem często chroni się je przed tym budując wały przeciwpowodziowe lub zbiorniki retencyjne. Gdyby umożliwić zalewanie części tych obszarów, za pełną zgodą i zrozumieniem właścicieli i z korzyścią dla nich, skorzystaliby wszyscy. Stworzylibyśmy suche zbiorniki o powierzchni jakiej inwestycyjnie nie uda się stworzyć nigdy. Kosztem natomiast byłyby jedynie rekompensaty dla właścicieli. To znacznie mniej niż wartość robót budowlanych. Gdyby nadmiar wody mógł rozlać się na łąki, po to, żeby wrócić do rzeki swobodnie po ustaniu opadów i dopływów, korzyści byłyby ogromne. Podobnie w przypadku przejęcia przez te pola nadmiaru wód powodziowych…

Znów – nie jest to „sztampa” odpowiednia dla każdego przypadku. To jedynie pomysł na rozwiązania tam gdzie to możliwe. W głowie są oczywiście konkretne przykłady, to nie jest akademicka monodyskusja. Choćby tu gdzie tworzę ten krótki tekst, w dolinie Iny, wiele można by w tym zakresie zrobić… Kończę z wrażeniem, że nawet nie zacząłem. Czeka nas dużo pracy, ale konkretne rozwiązania i ich wdrażanie może pomóc.  Musi.

autor: mgr inż. Maciej Humiczewski

Jesteś zainteresowany naszą usługą?

Powiedz nam o swoich potrzebach, znajdziemy rozwiązanie, przedstawimy ofertę
napisz do nas lub zadzwoń +48 514 097 914